Autor: Trener Marcin,
18.04.2026
Savate, czyli boks francuski to sport walki wywodzący się z Francji. Czasami nazywany jest francuskim kickboxingiem, choć tak naprawdę -pomimo wizualnych podobieństw - nie jest to nazwa prawidłowa a duże uproszczenie. Czym tak naprawdę jest i jak ewoluowało – przekonajmy się sami.
A na początku był chaos…
Historia Francji jest barwna niczym francuska flaga i ciekawa niczym książki Dumasa. Jest ona też pełna wojen i wewnętrznych konfliktów, a więc zmagań i walk toczonych między ludźmi. Ten barwny kontekst historyczny tworzył podwaliny Savate. Tyle że tu też kryje się pułapka, ponieważ zbyt często powstanie Savate próbuje się powiązać z konkretnymi wydarzeniami historycznymi.
I tu zaczynają się schody.
Pełne sprzeczności źródła historyczne zdecydowanie nie opisują, gdzie i kiedy savate powstało a wręcz przeciwnie – komplikują sprawę, na tyle że… powstało kilka teorii dotyczącej genezy tej oryginalnej metody walki. Jednego możemy być pewni – savate jest spadkobiercą francuskiej historii i tradycji, ale… na próżno jednak szukać tej jednej – jedynej osoby, która mogłaby uchodzić za twórcę savate.
Marsylski łącznik
Najpopularniejsza z teorii głosi, że Savate w głównej linii wywodzi się z Marsylii, a dokładnie od tamtejszych ulic i zaułków – brzmi groźnie co nie? Kolejna także utrzymuję, że to właśnie Marsylia jest kolebką Savate ale… jej bezpośrednim źródłem są francuscy marynarze. Przyjrzyjmy się bliżej Marsylskiemu tropowi. Faktem jest, że Marsylia – podobnie jak wszystkie portowe miasta zdecydowanie nie należały do miejsc spokojnego spoczynku. Masowy transport – niezwykle dochodowy, brudne interesy, przemyt i potężne pieniądze w tle tworzyły idealne środowisko dla rozwoju pospolitej przestępczości. Jeżeli dodamy do tego z jednej strony żądnych przygód marynarzy, którzy często po wielotygodniowych rejsach na statkach i okrętach szukali mocnych wrażeń, alkoholu oraz damskiego towarzystwa. Z drugiej strony na spragnionych marynarzy czekał cały miejscowy półświatek pełen rabusiów, rzezimieszków, prostytutek, który był jak najbardziej zainteresowany, aby uwolnić owych marynarzy od nadmiaru pieniędzy – to wiemy czemu po zmroku lepiej było tam nie wychodzić z domu. Jednak marynarze mieli tajną broń - chausson marseillais – styl walki oparty przede wszystkim o kopnięcia i to on tworzył podwaliny Savate. W każdym razie tak uważają zwolennicy tej teorii i… brzmi to sensownie, ale... ta interpretacja początków Savate powstała w latach 60-tych XX wieku i była mocno promowana przez niektóre autorytety i działaczy jak choćby Bernard Plasait który pisał:
„Około 1790 roku francuscy marynarze stosowali metodę walki dostosowaną do chwiejnej stabilności pokładów okrętowych. Kopali wysoko, utrzymując równowagę jedną ręką na ziemi."
Często na potwierdzenie tej teorii załącza się dwie ryciny
Jednak warto przyjrzeć się bliżej owej rycinie. Obraz przedstawia marynarza kopiącego przeciwnika w klatkę piersiową lewą nogą, opierającą się na rękach na ziemi. Kopnięcie jest skuteczne, trafia przeciwnika w klatkę piersiową, ten zaś trafiony odchyla go do tyłu a mimika twarzy wyraża wielki ból. Akcja rozgrywa się w francuskim porcie, o czym świadczą liczne flagi narodowe wiszące na masztach łodzi. To pojedynek na gołe pięści – a w zasadzie nogi, a nie zwykła bójka, na co wskazują uwidocznieni na drugim planie liczni widzowie, niektórzy podnoszą ręce ku niebu kibicując walczącym zawodnikom. Żagle widoczne w tle to z pewnością okręt wojenny stacjonujący w porcie wojskowym, o czym też świadczy widoczny w tle fort. Głębsza analiza pozwala dość dokładnie określić okres, w którym powstał ten obraz. Francuska marynarka wojenna zaprzestała używania żaglowców po wojnie krymskiej (1853-1856). Warto jednak zwrócić uwagę na charakterystyczną czapkę marynarską z pomponem wprowadzono do użytku w latach 40-tych XIX wieku, oficjalnie stały się one nakryciem głowy marynarzy dopiero w 1856 roku. Dzięki żaglowcom i czapce można określić przedział czasowy na około 1840-1853 – a więc 50 lat później niż wspomina Plasait.
Druga rycina wskazująca na marynarskie korzenie savate pochodzi z 1857 roku
Przedstawia grupę marynarzy na pokładzie żaglowca. Sposród których dwóch wyróżnia się na pierwszym planie: jeden z nich podpierając się ręką kopie drugiego w klatkę piersiową lewą nogą, drugi zbija atak obiema rękami. Marynarze walczą w wyznaczonym polu a zmaganiom w charakterze kibiców przyglądają się inni marynarze. Niektórzy traktują tą rycinę jako dowód na wpływ azjatyckich sztuk walki zaś marynarze jako podróżnicy walczą tak jak widzieli to w krajach dalekiego wschodu. Trzeba przyznać, że jest to mocno naciągana wersja zdarzeń która powstała w latach 60/70-tych XX w. Mit ten urósł kanwie eksplozji popularności dalekowschodnich sztuk walki. Tymczasem fakt jest taki, że w XIX w. dalekowschodni mistrzowie strzegli arkanów sztuk walki wprost zabraniając szkolenia białych przybyszów. Poza tym raczej mało prawdopodobne by marynarze po dopłynięciu statku do orientalnego portu pierwsze o czym marzyli to trening sztuk walki. Przenosząc to na realia XX w. wystarczy wspomnieć jak w środowisku tradycyjnych sztuk walki traktowany był Bruce Lee oraz jego idea by uczyć sztuk walk wszystkich – białych także czym bardzo się naraził.
Niemniej - chausson marseillais to ciekawy trop. Walki prowadzone w tym stylu opierały się głównie na kopnięciach także wysokich, ręce często wykorzystywano do podparcia podczas kopnięć co pozwalało na wykonywanie widowiskowych wysokich kopnięć. czy jednak Savate w prostej linii to wersja rozwojowa chausson? To byłoby zbyt proste, aby było możliwe…
Tymczasem w paryskich zaułkach…
Jedna z pierwszych wzmianek o savate pochodzi ze wspomnień Vidocq’a – słynnego francuskiego detektywa i twórcy Surete a także… skruszonego przestępcy, prowokatora, awanturnika i długo by jeszcze wymieniać. Natomiast zdecydowanie można go uważać za pioniera współczesnej kryminalistyki i pracy operacyjnej. Otóż w swoich „Pamiętnikach” z 1828 pisze:
… Grubość moich łańcuchów nie pozostawiała żadnych wątpliwości. W Bicetre (więzienie, do którego Vidocq został przywieziony 20 maja 1797 roku) osądzano bowiem „zasługi” więźnia na podstawie zastosowanych wobec niego środków ostrożności. Wkrótce cieszący się największą „sławą” skazańcy zebrali się, wokół mnie, prawili mi komplementy i fetowali moje przybycie. Znaleźli się wokół nich tacy, jak Beaumont, Guillaume ojciec, Mauger, Jaussas, Maltaise, Cornu, Blondy, Trouflat i Richard – jeden ze wspólników zabójstwa kuriera z Lyonu. Po czterech dniach znali mnie już wszyscy więźniowie (jakieś tysiąc dwieście osób). Beaumont chciał mnie wybadać. Doprowadził do bójki między mną a pewnym Niemcem. Walczyliśmy a la savate. Mój przeciwnik celował w tym stylu. Zostałem pokonany. Jednak słynny Jan Goupil, nazywany św. Jerzym od Savate, wprowadził mnie w tajniki tej sztuki, dzięki czemu nikogo już nie musiałem się bać.” Francoise-Eugene Vidocq Pamiętniki, wyd. Mireki 2015 s.58. oryginał wydany w 1828 roku.
Nie był to jedyny opisywany przypadek, gdy umiejętności walki pozwalały mu na dokonywanie zatrzymań oraz ratowały skórę w trudnych sytuacjach.
„…podszedłem do lady i zaproponowałem szynkarzowi czterdzieści pięć su, które dał mi Lapierre, prosząc, żeby na resztę zaczekał do następnego dnia. On jednak nie zgodził się na moją propozycję. Wywiązała się kłótnia. Karczmarz obrzucił mnie wyzwiskami i straszył posłaniem po straż. Ja też odpowiedziałem obelgami. Zaczęto mi grozić. Na groźby odpowiedziałem groźbami. W momencie, kiedy mężczyzna zaczął się zbliżać, żeby mnie uderzyć, wymierzyłem mu tak silny cios, że upadł na tuzin pustych butelek. Jego żona i chłopak zaczęli krzyczeć „złodziej!”. Pojawiła się straż. Zatrzymano mnie jednocześnie z Lapierre’em….” S 232
… Dwaj strażnicy miejscy, Delrue i Carpentier, którzy również uczestniczyli w balu, zbliżyli się do mnie i zażądali rozmowy na osobności. Wyszedłem z nimi na zewnątrz jeden z nich zapytał o moje nazwisko. Podałem pierwsze które przyszło mi do głowy i zaproponowałem, że zdejmę maskę. Przystali na propozycję. Poprosiłem Delrue’a, żeby pomógł mi rozwiązać sznurki, a kiedy zajmował się tym, udało mi się nagłym i silnym uderzeniem (kopnięciem?) w tył powalić go na ziemie. Jednocześnie ciosem pięścią przewróciłem jego akolitę, Carpentiera…9 (ibidem 101)
… Ktoś wyszedł. Pomyślałem, że może to być Watrin. Rzuciłem się na niego. Osobnik jednak zdołał mi uciec. Wpadł na klatkę schodową, Ja za nim. Kopniak, który dostałem w klatkę piersiową, spowolnił pościg. Watrin – to był on skorzystał z okazji, żeby dopaść swojego pokoju i zamknąć drzwi na klucz… …Przewidziałem jego ruch. Natychmiast chwyciłem fałszerza za włosy. Po zawziętej, a przede wszystkim bardzo uciesznej walce, zmusiłem go do opuszczenia pokoju i wyciągnąłem na korytarz… s 136
Vidoq - awanturnik z bogatym życiorysem oraz dość wybujałą wyobraźnią opisuje jak znajomość savate nie raz ratowała mu skórę, sam też doświadczył kopnięcia od Watrina – fałszerza. Wspomina, że uczył się savate w więzieniu, w którym przebywał w 1797 roku. Niestety, problem w tym, że w tamtym czasie gdy przebywał w więzieniu nie używano jeszcze nazwy „savate” ale skoro wydanie pochodzi z 1828 roku – nazwa savate była już wówczas znana – jest to o 20-30 lat wcześniej niż ryciny przedstawiające marsylskich marynarzy i ich chausson marseillais. Skąd zatem francuski detektyw wykopał nazwę „savate”? Otóż nieco wcześniej, bo w 1825 roku powstała pierwsza "oficjalna" placówka szkoleniowa Savate', "Salle", została otwarta przez Michela Casseux, znanego też jako Pisseux (ur. 1794), w 1825 roku. Prawdopodobnie to czego Vidoq nauczył się w więzieniu utożsamił właśnie z naukami Casseux’a.
Jak mogło wyglądać owo paryskie savate?
Casseux miał opinię ulicznika – zabijaki. Zbierał doświadczenia zarówno z pojedynków które toczył za pieniądze jak i ulicznych bójek. Był wysoki, szczupły i jak większość ulicznych paryskich rzezimieszków preferował ataki nogami. Kopnięcia były zadawane nisko a ich siła wzmocniona podeszwami i noskami butów. Nie gardzono uderzeniami kolanem, łokciem, głową czy chwytami w zapaśniczym stylu. Jednym słowem - wszystko – młócka na całego. W mniejszym zakresie do uderzania używano dłoni. Unikano zadawania uderzeń pięściami na rzecz uderzeń otwartą dłonią z obawy o ryzyko kontuzji - z połamaną dłonią raczej trudno było pracować. Gdy Casseux zdecydował się otworzyć klub savate „salle de savate” dokonał kompleksowego przeglądu technik. Chcąc „ucywilizować” i usportowić uliczne savate usunął uderzenia głową, kopnięcia kolanem w krocze, kopanie leżącego, ataki na oczy. Jednak pierwsze pojedynki po krótkiej wymianie uderzeń i kopnięć często zaczęły przypominać szamotaniny, więc usunął też chwyty i obalenia. Zakres techniczny eksponował przede wszystkim legendarny paryski „savate” czyli kopnięcia. Garda praktycznie nie istniała a ręce używane były sporadycznie – częściej do obrony przed kopnięciami oraz zadawania pojedynczych uderzeń prostych i podbródkowych w dziewiętnastowiecznym stylu. By zwiększyć widowiskowość włączył także wysokie kopnięcia techniki zaczerpnięte z Chausson marseillais. W ten sposób przetransformował savate z oręża paryskich rzezimieszków do techniki służącej sportowej rywalizacji. Jednym z uczniów Casseux’a był Charles Lecour który w historii savate zapisał się złotymi zgłoskami.
Charles Lecour wkracza na savatową scenę
Lecour był jednym z najlepszych uczniów paryskiego pioniera savate, ale dopiero pewne z pozoru nieistotne wydarzenie pchnęło go w kierunku który stworzył z niego jedną z ikon savate. 5 czerwca 1838 roku Lecour był świadkiem pojedynku toczonego według zasad boksu angielskiego (bez użycia nóg) pomiędzy Owenem "Little Wonder" Swiftem a Jackiem Adamsem. Pojedynek został zorganizowany przez lorda Seymoura i członków Jockey Club. Walka miała na celu zademonstrowanie i promocję boksu angielskiego we Francji i Europie. Pojedynek trwał tylko dwie rundy, a Swift wygrał decydująco. Lecour był pod ogromnym wrażeniem tego co zobaczył. 5 września walkę powtórzono tym razem w Villiers we Francji, do obejrzenia tego wydarzenia nikt nie musiał Lecoura namawiać. Tym razem walka trwała 34 rundy – 1,5 godziny boksu i ponownie wygrał Swift choć nie była to dla niego łatwa przeprawa. Lecour sam będąc sportowcem i trenując pokrewny sport był pod ogromnym wrażeniem walki Swifta. Pojedynki pięściarzy były bardzo widowiskowe i emocjonujące a sposób walki zupełnie odmienny od tego który sam praktykował. Nie mniej Lecour chciał spróbować swoich sił ze Swiftem i udało się taki pojedynek zaaranżować. Walka miała charakter pokazowy, ale mimo to Savateur nie miał taryfy ulgowej. Francuz próbował walczyć tak jak go uczono – trzymał gardę nisko, na wysokości pasa, co Swift szybko i bezwzględnie wykorzystał. Walcząc według zasad boksu angielskiego Lecour miał niewiele do powiedzenia szczególnie w bliskim dystansie był po prostu bezradny. Starcie było gorzką lekcją pokory dla francuskiego zawodnika, ale też dało mu do myślenia. Niebawem po pojedynku Adamsa ze Swiftem Lecour pojechał do Anglii, aby opanować techniki boksu. Trenował pod okiem Jacka Adamsa a po powrocie do Paryża w 1840 roku otworzył własny klub, w którym połączył nauki Casseux’a z ówczesnymi technikami angielskiego boksu. To była rewolucja, która trafiła na podatny grunt. Po walce Swifta z Adamsem boksem oraz savate zaczęli się interesować przedstawiciele francuskich wyższych sfer. Wynikało to po części z chęci pokazania, że francuska arystokracja nie jest gorsza do brytyjskich lordów. Skoro w promocje walki Swifta był zaangażowany sam Lord Seymoure to, dlaczego francuzi mieliby być gorsi?
W ówczesnych gazetach pojawiały się ogłoszenia w stylu: „Za … (tu padała suma) w tydzień nauczę Cię jak powalić największego przeciwnika” albo „Za… (tu suma) nauczę cię 3 ciosów dzięki którym zwyciężysz każdą walkę”. Można powiedzieć, że zapanowała moda na naukę walki – trochę jak 100 lat później za czasów Bruce Lee i mody na dalekowschodnie sztuki walki. Charles Lecour był jednak o wiele bardziej zaawansowany w swojej działalności niż owi gazetowi „pokazywacze”. Wciągnął do współpracy brata Huberta, równie utalentowanego Savateur’a, który praktykował La Canne (walki laską) co zwiększyło atrakcyjność treningów. Aby treningi stały się mniej krwawe a walki zyskały na atrakcyjności i bezpieczeństwie wprowadzono rękawice. Savate stało się rozpoznawalnym, nowoczesnym, kompleksowym a przede wszystkim francuskim sportem walki.
Naturalną koleją rzeczy Savate oficjalnie trafiło do wojska… ale o tym oraz innych pionierach w kolejnym odcinku.
CDN
Zapisz się na pierwszy trening
+48 739009621